Historia psa z tytanu czy kwantowy cud?

Muszę to opisać, bo dziś sam w to nie wierzę, co widzę i co słyszę.
Pies. Chodzi o psa..coś w stylu jak na zdjęciu poniżej.
923Od początku i po kolei…
Na naszym osiedlu od „nastu” lat krąży ze starszą panią na spacerach wredny podstępny kundelek, który ciągle ujada, i próbuje capnąć kogoś od tyłu za nogę. Generalnie większość ludzi na osiedlu życzy mu szybkiego odejścia do krainy wiecznych łowów.

Ani prośby ani groźby nie przekonały pani, by trzymała go na smyczy.
Pies wielokrotnie więc spotkał się z ciężkimi butami osób zaatakowanych, raz nawet ktoś pogryziony zgniótł go drzwiami…ale on się ani nie gnie ani nie łamie. Miesiąc pochodził w kołnierzu i wrócił do swoich działań.
Niestety, nie nabrał też rozumu.
Prawda jest taka, że nikt za tą parą specjalnie nie przepada, włączając to również mnie (zaatakował kiedyś moją Basię) i pani dobrze o tym wie.
Dwa dni temu słyszę potężny HUK!
Dołem po chodniku przechodził z panem husky, a ten wredny gamoń tak zaczął ujadać, że…nie wiadomo jak to się stało i jakim cudem, ale spadł z 2 piętra z balkonu na beton. Ujada tam tak od 15 lat i nie ma możliwości by wypadł. Ktoś mu musiał wyjątkowo źle życzyć.
Nie wiem dlaczego, ale zbiegłem na dół gotów powiadomić babcię i nawet zawieźć ich oboje do lecznicy (chyba jestem ostatnią osobą, której by się babcia tam spodziewała).
Pies leżał na betonie w drgawkach, ledwie się ruszał, konwulsje itp. Babcia w histerii, prawie gotowa do samobójstwa (to jej jedyny przyjaciel).
Przez jakieś 15 minut robiłem mu SK, M3P (3pkt), metodę Gordona, Reiki…wszystko w pakiecie, co tam znałem…oczywiście dyskretnie, bo gapiów wokół było co nieco.
Zatrzymała się jakaś młoda dziewczyna samochodem spoza Szczecina. Z sąsiadem na kocu ostrożnie włożyliśmy zwierzaka do samochodu, żeby mu kręgów bardziej nie poprzestawiać i nie pogorszyć obrażeń wewnętrznych. Pojechali na psi ostry dyżur.
Wróciłem do domu i zrobiłem jeszcze M3P, które mną tak wytargało jakbym pod ostrym prądem był, ale widząc w jakim pies był stanie, nie liczyłem za wiele. Pewnie wiele osób by się ucieszyło, gdyby zszedł.
Tymczasem 2 dni później…
Wychodzimy dziś z Basią z bloku, babcia siedzi na ławeczce, a burek jakby nigdy nic…ujada i obszczekuje ludzi.
Ani gipsu, ani bandaża. Nawet plastra!!! No nic!!!
Patrzę, słucham i nie wierzę.
Czy to cud czy ten pies jest zrobiony z tytanu??? 😮
I wiecie co? Niezmiernie się ucieszyliśmy, że żyje.
Ba…żyje. Nic po nim nie widać.
Chyba mu kupię puszkę karmy jako wyraz uznania. 😀

394fa70c09a2fd056f4a276f4f5e3872

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s